Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mam talent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mam talent. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 stycznia 2014

Mam Talent


Znów myślę o słońcu. Czynność ta wpisała się w plan dnia niczym poranna kawa, ale tym razem z tej nietypowej, świetlnej wizjoterapii  wyrywa mnie cichy głos.
- Dzień dobry pani- 
Potrząsam głową by przegonić obrazy, odpowiadam na powitanie i zaczynam się przyglądać. Zazwyczaj tego nie robię. Osoby, które podchodzą do mojego świątecznego stoiska mogą  bez większych przeszkód przywłaszczyć sobie jakiś drobiazg, co też i czasami czynią, ale tym razem wzrok mój mimowolnie śledzi ruchy jej prawej ręki. Zahipnotyzowana patrzę na  nieco sękate, powykręcane palce. Delikatnie obejmują wiszącą nad jej głową bombkę z jasnego ratanu, by już za moment zagłębić się w płytkiej miseczce drugiej dłoni, skwapliwie przerzucając monety. Usta bezgłośnie wyszeptują wynik dodawania, czoło marszczy się nieznacznie i znowu opuszki wędrują do plecionej kuli, badają ją pełne zachwytu, by po chwili powtórzyć żmudny rytuał liczenia. 
- Proszę się nie przejmować ceną, oddam za grosik, skoro tak się pani podoba- mój głos roztkliwiony uśmiecha się do jej lekko zgarbionej sylwetki, do jej dłoni pokrytych rdzawymi plamkami i do jej równie wiekowej, żółto-fioletowej bluzy z ortalionu. 
Powoli podnosi głowę, z wyblakłych starością oczu wylewa się potok niedowierzania.
- Dlaczego?- pytanie to spada na mnie zupełnie niespodziewanie.
- Bo Panią lubię- odparowuję ni z gruszki, ni z pietruszki.
- Bo Panią lubię- powtarza za mną przekrzywiając siwą głowę. Usilnie próbuje  przypomnieć sobie właściwą barwę tych słów, odszukać ich kształt w gąszczu znaczeń. Nagle rozjaśnia się, jakby ktoś włączył w jej głowie halogenową lampę, doświetlając wszystkie zakurzone i zagracone kąty. Światło to pada również i na mnie, i już po chwili obie śmiejemy się w głos. –To pani zdolne rączki uplotły te cudeńka?- zagaja żywo, solidna porcja radości dodała wigoru i, odnoszę wrażenie, że jakby nieco przeprasowała jej mocno wymiętoloną postać.  
- Acha, to przecież nic wielkiego coś upleść, a kulę to już żaden…
- Nieprawda, myli się pani!- wpada mi w słowo. –Trzeba mieć ol-brzy-mi talent!- słowo „olbrzymi” w tym kontekście robi na mnie naprawdę ogromne wrażenie, jej zaraźliwy entuzjazm również.
- Oj tam, każdy ma jakiś zdolności, trzeba tylko je odkryć, a to nie jest już takie proste…
- W życiu nie zgadnie pani jaki ja mam talent! W życiu! - klaszcze w dłonie, monety rozpryskują się na sosnowym blacie, a ja już robię w myślach selekcję wszelakich możliwych, aczkolwiek nietypowych odpowiedzi, jednocześnie dyskretnie skanując ją wzrokiem, a nuż któraś zmarszczka podsunie mi rozwiązanie, naprowadzi na trop. Twarz staruszki jest cudnie łagodna, oczy bezkreśnie błękitne, bławatkowe, na pergaminowe policzki wpełzł lekki rumieniec…
- Myślę..., że rozmawia pani ze zwierzętami, jak doktor Dolittle- mówię powoli przeciągając słowa.
- E tam, to też- macha ręką. - ale to nie talent tylko tak z miłości, z roślinami również się świetnie dogaduję, w końcu jestem córką gajowego… ale proszę celować dalej.
- No to jestem pewna, że ma pani talent do odwaśniania- jej oczy robią się wielkie jak talerze i natychmiast orientuję się, że znów niechcący wydałam na świat jakiegoś pokracznego słowotwora, ooo tak, mam do tego niebywały talent, wiec wyjaśniam szybciutko - Chodzi mi o dar do zażegnywania konfliktów, pojednywania ludzi na ten przykład.- wykładam swoje przypuszczenia z pełnym przekonaniem.
- He he, a nie trafiła pani,  moja synowa od lat się do mnie nie odzywa…- przygasa odrobinkę, ale nadal widzę, że już nie może doczekać się zdradzenia mi odpowiedzi, bo przestępuje zniecierpliwiona z nogi na nogę.
- W takim razie nie mam zielonego pojęcia- poddaję się, choć z pewnością mogłabym tak zgadywać w nieskończoność, bawiąc się przy tym znakomicie.
- Powiem pani-  przybliża swoją twarz do mojej rozejrzawszy się uprzednio, jej ściszony ton głosu potęguje napięcie.  - Wie pani, ja…- ścisza głos jeszcze bardziej. – ja...- zawiesza się na kilka długich sekund patrząc mi głęboko w oczy, nabiera moc powietrza do płuc. - No bo ja mam talent do kapusty z grochem! Tak, właśnie, kapusta!- czuję, że ponadprzeciętnie wybałuszam oczydła i rozdziawiam gębę, a ona ciągnie dalej wielce zadowolona z mojej spontanicznej reakcji. -Robię najlepszą na świecie, od miesiąca już gotuję, na klatce schodowej wciąż jest kolejka, przychodzą do mnie z garnkami wszyscy, i Pan Mietek, prawnik, i Pan Wiesław, taki przystojny, no mówię pani, jak malowany, docent habilitowany od jakiejś psychologii,  i Pani Basia z Biedronki, biedni, bogaci, no różni, bez wyjątku…! Wszyscy tak przychodzą i proszą, a ja nie robię nic, tylko gotuję, całą kapustę z pobliskiego sklepu wykupiłam, a do świąt jeszcze daleko. Właśnie wracam od mojej doktórki, jej też nagotuję, obiecałam, to nagotuję, trzynasty rok już będzie jak ta moja kapusta u niej na wigilijnym stole zagości… Trzynasty rok!
- Co też Pani mówi, ale że kapusta z grochem?- kręcę głową z niedowierzaniem. – W życiu bym na to nie wpadła… w życiu!...


Gaetano Bellei (1857-1922)


:)