środa, 18 lipca 2012

Oj Lesiu, Lesiu


Przez ponad rok, dzień w dzień jeździłam z  Lesiem takim wiśniowym cudeńkiem. Nie dość, że miało piękną, głęboka barwę lakieru, to na dodatek w środku było absolutnie rozczulające, zwłaszcza kraciasta tapicerka we wszystkich odcieniach zieleni. Autko budziło olbrzymie zainteresowanie, przez co ludzie wpadali na siebie na ulicy, potykali się wykręcając głowy i każdy, ale to każdy kto zwrócił na nie uwagę uśmiechał się do nas od ucha do ucha. Była to taka miniaturka VW Busa, na kołach od malucha, zupełnie ścięta z przodu, tak, że parkując równolegle do jakiejś ściany miałam wrażenie, że zaraz poobcieramy sobie o nią nosy. Ale bez obaw,  Lesiu świetnym kierowcą był, prowadził tak, jakby głośno czytał całemu gronu zasłuchanych ludzi jakąś wielce pouczająca opowieść. Niespiesznie, tonem ciepłym i z wszech miar wyrozumiałym. Sprzęgło, jedynka, odrobina gazu- niby wstęp do bajania. Pauza, oddech- czerwone światło, i znów sunąco, łagodnie ruszamy. Uwielbiałam z nim jeździć i choć zazwyczaj dość niechętnie daję się posadzić po stronie pasażera, tak w ogórasku grzałam to miejsce pierwsza, w jakimś radosnym oczekiwaniu ciepłych chwil. O właśnie, grzałam i ciepłych to bardzo adekwatne słowa, jako, że w aucie niestety nie było nawet małej namiastki ogrzewania. Cośmy się srogą zimą nachuchali, natuptali, naśpiewali w głos cały. Lesiu kocyk mi skądeś wyczarował, równie kraciasty jak tapicerka i ruszyć nie chciał, dopóki dokładnie się nim nie poopatulałam (sprawdzał). A jak nam kiedyś wycieraczka  przednia uciekła za lusterko i wrócić nie chciała ni prośbą, ni groźbą? A tu pada zamarzający deszcz? Drooobiazg, Lesiu kafel łazienkowy zza siedzenia jak prestidigitator z kapelusza wyjął i dalejże, wyskakuje bohatersko z samochodu skrobać szybę, potem szybko jedziemy parę metrów do przodu i wraz z postępującym brakiem widoczności znów pojawiał się kafel, wyskok na zewnątrz i parskanie ze śmiechu wtórujące zamaszystym szurnięciom po szybie. A jak bałwana na rozgrzewkę ulepiliśmy, wielkiego, na środku parkingu. Właściwie to kot z Cheshire był, wielce intrygujący, jak to kot. Zdjęcia sobie z tym śniegostworem robiono, a i chodziły słuchy, że się w lokalnej prasie pojawił. Potokiem słów uświadamiałam Lesia, że właśnie został artystą mimowolnym, patrzył się wtedy na mnie tymi wielkimi bławatkami oczu, jak na jakiegoś kosmatego Yeti ;)

Lesiu kochał kwiaty, wszystkie, polne, ogrodowe, doniczkowe... I wcale się tego nie wstydził, ba obwieszczał to wszem i wobec, a skoro o miłości mowa to dodam, że za Lesiem gęsiego zawsze dreptały koty, dzieci i kobiety. No miał w sobie to ciepło, którego się łaknie i przy którym się beztrosko zasypia, choć tak naprawdę byłam światkiem tylko jednego, amorzego strzału prosto w Lesine serducho. Dziwnym splątaniem losu jednak musiał przegnać się ze swoją ukochaną niunią. Poprosił mnie wtedy, bym odwiozła ich na dworzec, chciał jeszcze chwilę posiedzieć z nią, tak ramię w ramię, choć żadne nie było w stanie wydusić z siebie słowa. Patrzyłam na ich pożegnanie przez brudnawą szybę, myśląc o tym, jak bardzo można krzyczeć drobnymi gestami nie wydając z siebie ani jednego dźwięku... 

Tu i teraz Lesia spotkało coś bardzo złego, a jego ciało znalazła spacerująca rodzina z dziećmi, w dziwnym miejscu, przy rzece. Może stanął komuś na drodze niewczas, może to nieszczęśliwy wypadek, ale akuratnie tym razem nie udało mu się z tego wykaraskać. Zupełnie niespodziewanie dla mnie, z pewnością równie niespodziewanie dla samego siebie. 

Oj Lesiu, Lesiu, Tobie być może się wydawało, że niewiele dla mnie znaczysz... 
wiesz, mi też się tak wydawało :)))  

    

*

21 komentarzy:

  1. Ale? Tyle uśmiechów, ale czuję się bardzo niespokojna ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, no bo Lesiu się wziął i zawinął z tego świata mimowolnie, a zostawiał na nim masę rozżalonych przyjaciół :) jedni chodzą i go przeklinają pokątnie, inni zamilkli i popłakują, niemniej wszyscy długo w to nie będą mogli uwierzyć.

      Uśmiechy, bo jak tylko o Lesiu pomyślę to zaraz się śmieję od ucha do ucha, ba, same wariactwa mi się przypominają- taki to poczciwy i wesoły człowiek był :DDD
      Opowieść ma też swoje drugie dno,a nawet trzecie, o którym nie mogę napisać... może kiedyś...
      Pozdrawiam ciepło z miasta, z którego zarządzam natychmiastową ewakuację :)

      Usuń
    2. Wobec tego nie smucę się, tylko ślę ciepłe uśmiechy dla Ciebie, dla Niego i Waszych wspólnych wspomnień :)

      Usuń
  2. ale co sie stło? czarne myśli mnie owiały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Neilii kochana, ciało Lesia wyłowiono z rzeczki, wyłowiono to zbyt szumnie powiedziane, ale niech tak pozostanie. Co się stało- nie wiem, choć bardzo bym chciała. Myślałam, że do Bezdusza nie docierają złe wieści, jak widać bardzo się myliłam. Postaram się do Ciebie napisać, oj, noszę się z tym zamiarem już od dawien dawna, ale wiesz jak to u mnie z mailami bywa :) Już prędzej porozumiem się z kimś telepatycznie, niż droga elektroniczną:))) A może zwyczajnie papierowo naskrobię? tylko daj znać, czy mam słać do Ciebie tam na dół, czy na lewo? :DDD Buziaki ogromne :DDD

      Usuń
    2. przytulam w myslach....
      pisz papierowo - koniecznie,
      na lewo, a masz adres?

      Usuń
    3. dziękuję :*
      jak na lewo to jednak poproszę :) szybciutko na maila (jeszcze zdążę odebrać przed wyjazdem) :DDD

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. jej Majeczko, ja mam z Lesiem tyle wspomnień, i wsio piękne właśnie i wesołe, niezwykły człowiek...

      Usuń
  4. Śmiech przez łzy :( Dobrze, że piękne wspomnienia. Pewnie lżej jakoś. Też przytulam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:* oj tak, troszkę się w nocy wypisałam i lżej :) i gdyby nie to, że oczy mi co rusz wilgotniały, a głowa robiła się ciężka z tego wszystkiego, to pewnie pisałabym jednym długaśnym ciągiem.. Mam tylko nadzieję, że okoliczności jego śmierci dość szybko się wyjaśnią, choć przed chwilą dotarły do mnie wieści, że nie będzie to takie proste...

      Usuń
  5. Przepiękne... Przepiękne... jednego Lesiowi zazdroszczę, nawet jak to dziwnie zabrzmi - CIEBIE... Ja bym chciała, żebyś Ty mnie tak poznała, jak i Lesia, a jak mnie nie będzie, żebyś mi też coś napisała... To jedno z najpiękniejszych pożegnań jakie czytałam. Jak kiedyś pisałam swoje to były tylko łzy, wszyscy płakali, nawet motyle płakały, a tu... Tyle radości, tyle dobrego, tylko zgody w niezgodzie...
    jejku jak ja lubię jak Ty się musisz zmierzać z jakimiś zdarzeniami, bo ja wtedy mam okazję czytać takie cudownie ważne słowa!
    W imieniu Lesia dziękuję ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maryś kochana...
      to ja dziękuję,
      zwyczajnie zabrakło mi słów...
      <3
      ps... ja już Cię "znam", bardzo w głąb:DDDD

      ps. 2 jak się kiedyś spotkamy, to z góry ostrzegam będziesz zmuszona znieść moje uściskiwanie ;DDDD

      Usuń
    2. To ja się już nie mogę doczekać... A z tym znaniem - to wiem, bo czytałam uważnie Małego Księcia i miałam dobre stopnie z interpretacji literatury :)***
      To oczywiście w formie usmiechu piszę, bo czasem można po linijce poznać i się pomylić, a po przecinku, się nie pomylić np wcale :)))

      Usuń
  6. Podoba mi się to podejście. Jest piękne, bo pokazujesz wspomnienia - te dobre, a nie żal, że odszedł, jak większość. Robisz coś, na co niektórzy potrzebują miesięcy.
    Mimo wszystko internetowe przytulenie leci. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję z całego serducha... wiesz, ja mam w sobie taką jakby "wrodzoną" skłonność do godzenia się z losem i mam tego pełną świadomość. To taki "jakby dar", wielce ułatwiający mi wędrówkę przez życie :DDD
      Choć nie powiem, gdzieś w samiuśkim środku szarpie, boli i łka, ale jest we mnie (w takiej sytuacji) jakiś niezwykły spokój.
      Pozdrawiam ciepło...

      Usuń
  7. Gosiu, jak złapię zasięg to plumknę :) albo, jak mi się uda, to puszczę małpę pocztową :DDD
    Buziaki kochana

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wiem jak to się stało, że dopiero dziś przeczytałam o Lesiu. na pewno teraz ma samochód z ogrzewaniem ;-)

    OdpowiedzUsuń

dziękuję ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...