K O N I K K A N A P O W Y!!!
Chwil kilka temu ze śmiechem rzucono w moją stronę powyższym epitetem i nie wiedzieć czemu coś mnie gwałtownie zakuło pod żeberkami. No jakże to tak? Konik, konik... KONIK POLNY owszem i jak najbardziej! Ba, pokuszę się nawet o lekko ironiczną autocharakterystykę słowami bajkopisarza, Jeana de La Fontaine'a:
W tym momencie ten, kto wie co też porabiam wakacyjną porą przyklaśnie mi tu z uśmiechem, nieprawdaż? A tego, kto wciąż nie miał przyjemności (wątpliwej zresztą) zanurzyć się głębiej w moją skomplikowaną, wielozwierzęcą naturę zapewniam z ręką na sercu: onym konikiem polnym w całej swojej krasie jestem, z zamiłowaniem do chowania się w zieleni i cudaczną beztroską niedbania o swoje lepsze jutro. No nie poradzisz nic.
fot. Katerina Plotnikova |
W tym czterokopytnym, parskającym kontekście, i już obnażając się jeszcze bardziej dodam, że nawet z porównaniem do KONIKA SZACHOWEGO bym się zgodziła. Może bez entuzjazmu, ale jednak. Tak już mam, upatrzę coś sobie, ubzduram, zapragnę, więc dalejże skok czynić w stronę tego wymarzonego, co bladym zarysem na horyzoncie widnieje. Przecież cudeńko tak nieznośnie kusi podniecającym niezbadaniem i wabi obietnicą ekscytującego przeżycia. A skok długi i zaplanowany. Wyuczony, idealny, jak to u zawodowca. Taki ze wszystkich sił i mocy całej, z modlitwą na ustach i zaciśniętymi powiekami. Dotykam ziemi i nawet nie daję sobie tej drobnej chwilki satysfakcji, słówka na pochwałę samej siebie, sekundki na oddech, gdy już wzbijam się po raz drugi. Cel świetlisty i wyraźny, choć jego kontury lekko falują od gorącego powietrza. Później, później odpocznę, schrupię taczkę marchewek w nagrodę i wytarzam się w mokrej ziemi... Teraz jestem tylko ja i mój cel. Ja i On...I znów ląduję zgrabnie, lekko, tak blisko. Podnoszę głowę i aż drżę z podniecenia, jestem na odległość włosa, mogę ten mój cel jaśniejący wręcz objąć swoim oddechem, przycisnąć do piersi, jeszcze tylko kroczek mały, jedno stąpnięcie... gdy nagle, gdzieś kątem oka dostrzegam obraz, jakże on piękny, jaki kuszący. Jaki fa-scy-nu-ją-cy. Co prawda bladym zarysem na horyzoncie widnieje, ale cudeńko tak kusi podniecającym niezbadaniem i wabi obietnicą ekscytującego przeżycia, że nie oprę się... Nie zawaham...
Dalej już wiecie. Tylko szalony skok mi ku temu kolejnemu pozostaje. Skok w bok właśnie, nie inaczej... i już nic więcej nie powiem, interpretujcie jak chcecie ;)
A w ogóle gdyby powiedziano mi, żem KONIEM DZIKIM i narowistym jest, to dopiero byłby komplement. Z gatunku tych wspominanych przed snem, skwapliwie przyjętych, lekko rozdymających wewnętrznie i smakowitych jak świeże, drożdżowe bułeczki. Jejku, mustangiem nieokiełznanym Ci ja, w galopie, z grzywą czesaną wiatrem i nagą kobietą o imieniu wolność na spienionym mym grzbiecie. Ale nie... Nie... Nudnym, rozmemłanym konikiem kanapowym dziś mnie podle ochrzczono, i choć mina mi zrzedła na myśl, że jest w tym określeniu pewne "ziarenko" prawdy, to jednak pocieszam się, że jak tylko zechcę, to w każdej chwili mogę zeskoczyć z tej kanapy i radośnie przegalopować przez dzikie, niezmierzone prerie...
Wystarczy
tylko
zechcieć...
No nie?
***
![]() |
źródło |
Nie miałam jeszcze okazji cosik napisać Wam Noworocznie na 2013, bardzo chciałam, ale mi się to chcenie wymieszało z potężnym laptopowstrętem i wyszło jak wyszło. Jest mi trochę przykro, bo wiem, że zaglądacie, jesteście. W ciszy skwapliwie pozbierałam wszelkie życzenia od Was, przy każdym szepcząc w duchu "niech się spełni" i z całego serducha dziękuję Wam za nie !!!
A ja uparcie eksploatują swoje zeszłoroczne życzenia:
Kochani, nie bójcie się sięgać po to, czego pragniecie
i niech ten Nowy biegnący będzie łaskawy, szczodry i ekscytujący!
A co!!!
Uściskuję Was zbiorowo i każdego z osobna!
a te zmory rozczochrane,
co pozostawiły po sobie jeno puste adresy uściskuję wręcz dusząco i po wielokroć, a nuż się zlitują i nawrócą na te kręte, choć dobrze im znane ścieżki;)
Mam bóle fantomowe po gwałtownej i niezrozumiałej mi stracie kilku blogoprzyjaciół, więc na pewno zrozumiecie to powyższe ich faworyzowanie ;D
*
Sydonia, dziecino droga, gdzieś Ty się podziewała?????. Nooo, ale jesteś i od razu się człowiekowi lepiej na duszy robi:DDD
OdpowiedzUsuńHej Izuś!!!:))) no jak to gdzie się podziewałam? ano brutalna, materialna rzeczywistość zaprzęgła mnie do podłego kieratu i dalejże batem po zadku ;) nie powiem, żebym się wyswobodziła, ale wynegocjowałam sama ze sobą delikatne popuszczenie cugli :D
UsuńJej, z ogromną wzajemnością- cudnie Cię widzieć! Czekam na opowieść o kobiecie-typie spod ciemnej gwiazdy, tak bardzo chciałabym nieco oprotestować tą klasyfikację, ale obawiam się, że nie będę miała tej przyjemności, bo zwyczajowo na Twoje słowa kiwam główką jak piesek z tylnej półki samochodu;D
Dzień dobry, dzień dobry!
OdpowiedzUsuńWitaj M., witaj Kochana!!! :)
UsuńW nowym i od nowa:) z gorącymi życzeniami zdrówka dla Ciebie i Twoich bliskich!
A ja ci napiszę, że z Tobą to konie można kraść :*
OdpowiedzUsuńhem hem ;))))
Usuńi mam nadzieję, że los nas nie zmusi do takich niecnych działań ;DDDDD
robię już pisanki, choć robię to zbyt duże słowo, wyciągnęłam kartony i staram się zorganizować;D
jak zwykle:)
:***
dziękuję za wizyte u mnie, ogladam sobie te twoje zdjęcia i ciepło mi sie na duszy robi...wspaniałe
OdpowiedzUsuń:) bardzo mi miło:)
Usuńwrzucam sobie zdjęcia które mi się podobają i dzięki temu mam je zawsze pod ręką:) Nie zgubią się, nie zawieruszą i szybko można sobie nimi poprawić nastrój :)
Takie to dobre strony blogowania;D
Może mustang to za wiele powiedziane, ale tarpan z Ciebie idealny ;) Poza tym tarpan z tapczanem się rymuje, więc do konika kanapowego pasuje :D
OdpowiedzUsuń:)))) heeej, tarpan idealny? mały, prymitywny, maść myszata, a do tego wymarły?
Usuńhmmm... uczucia mam mieszane ;}
a z tym kanapowym to mam zgryz... no, żeby użyto łóżka w kontekście miast kanapy, to bym sobie jakąś pocieszającą dointerpretację zrobiła, a tak?:)))
a Ty jeszcze tapczan w to wplątujesz?
przecież "na tapczanie siedzi leń"
:]
No w końcu... :)** pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńvi.
Violuś...
Usuńmasz jeszcze troszkę cierpliwości do mnie????
Z a p o m n i a ł a m!!!
a ta zmora zmorzasta co mnie kanapowcem śmie zwać wcale mi nie przypomniała, no ja mu dam, a prosiłam :D
ps. już skrobię
:***
Od razu lepiej jak Cię "widzę" :)
OdpowiedzUsuńojtam ojtam :))))))
Usuńdałam sobie czas na "zatęsknienie" :DDDD
No luuudzie - laptowstręt... widział ktoś takie coś? :D Weź się popraw i pisz systematycznie, bo mi brakuje Twoich wpisów.
OdpowiedzUsuńLaptowstręt...... zwykle bywa odwrotnie, coś jak w tym dowcipie :
Do znakomitego lekarza specjalisty przychodzą rodzice pewnego młodego człowieka i biadolą:
- Panie doktorze, nie możemy odciągnąć syna od komputera.
- No cóż - wyrokuje lekarz - trzeba będzie go leczyć.
- Ale czym?!
- Normalnie! Dziewczętami, papierosami, piwem.
hehehe, obawiam się niedalekiej przyszłości, kiedy to dziewczęta, alkohol i papierosy stracą swoją "leczniczą" moc:) a i tak może być :D
Usuńserio serio z tym wstrętem, w grudniu zdarzyło mi się położyć gdzieś lapka i nie móc go znaleźć:D z komórką mam tak nagminnie;D
ale z drugiej strony strasznie miło jest poklikać:)a w takim towarzystwie jeszcze milej :D
A za konika doświadczalnego byś się obraziła, czy wpadała w entuzjazm? :-)
OdpowiedzUsuńŚciskam wzajemnie!
hihi,królikiem doświadczalnym zdarzyło mi się już być nie raz, nie dwa w myśl zasady:nie ważne co się dzieje, byleby tylko się działo. Ech, stare dzieje szalonej młodości;)
Usuńa konikiem, hmmm...to chyba coś większej rangi? czy entuzjastycznie-pewnie to w jakiejś części zależne będzie od rodzaju przeprowadzanego doświadczenia: na ten przykład z ochotą przyjmę zlecenie na badania w stylu:"zmiany w życiu po wielkiej wygranej pieniężnej" ;)
No nareszcie:))) To teraz weź coś na ten laptopowstręt, albo kup sobie stacjonarny i nie milcz już tak długo:)
OdpowiedzUsuńHeeej jaskółko, witaj... jeszcze raz dziękuję za życzenia:*
Usuńpostaram się, ba, nawet mam potrzebę poklikania:DDD O!
choć tyle się dzieje, że nie wiem od czego zacząć i jak napisać, by nie zagmatwać do cna :D
o krolowo gdzies ty sie blakala, przeciez ja cie tu wypatruje i wypatruje
OdpowiedzUsuńno w koncu przygalopowalas
a koniki kanapowe to fajne stworzonka sa - przytulic sie mozna, ogrzac, sekrety do uszka poszeptac ehhh
wszystkiego naj w nowym i iech sie spelniaja dzikie pragnienia :))
Och Neilii, Ty jak zwykle potrafisz spojrzeć z innej strony, cieszę się , że i mi uświadamiasz jej istnienie:D
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego dla Ciebie i Twoich najbliższych kochana, niech Ci się stwory dziergane mnożą, a potwory nękające dzielą na mniejsze kawałki, co by łatwiej je zmóc można było;DDD